| Deutsch English Français Italiano |
|
<vqudcc$5erh$1@paganini.bofh.team> View for Bookmarking (what is this?) Look up another Usenet article |
Path: news.eternal-september.org!eternal-september.org!feeder3.eternal-september.org!newsfeed.bofh.team!paganini.bofh.team!not-for-mail
From: Tfusk <tfusk@gmail.com>
Newsgroups: soc.culture.polish
Subject: =?UTF-8?B?VGFrIG3Ds2fFgmJ5IHd5Z2zEhWRhxIcga29uaWVjIMWbd2lhdGE/ICJN?=
=?UTF-8?Q?aksymalnie_72_minuty=22_od_wystrzelenia_rakiety?=
Date: Thu, 13 Mar 2025 11:51:55 +0100
Organization: To protect and to server
Message-ID: <vqudcc$5erh$1@paganini.bofh.team>
Mime-Version: 1.0
Content-Type: text/plain; charset=UTF-8; format=flowed
Content-Transfer-Encoding: 8bit
Injection-Date: Thu, 13 Mar 2025 10:51:56 -0000 (UTC)
Injection-Info: paganini.bofh.team; logging-data="179057"; posting-host="XsM9GIRgzTL9/YTpYAdbuw.user.paganini.bofh.team"; mail-complaints-to="usenet@bofh.team"; posting-account="9dIQLXBM7WM9KzA+yjdR4A";
User-Agent: Mozilla Thunderbird
Content-Language: de-DE, pl
X-Notice: Filtered by postfilter v. 0.9.3
errr..
Tak mógłby wyglądać koniec świata? "Maksymalnie 72 minuty" od
wystrzelenia rakiety
- W wielu miejscach ludzie nawet nie będą sobie zdawać sprawy, że świat
właśnie się kończy - mówi w rozmowie z WP Annie Jacobsen, finalistka
nagrody Pulitzera, autorka książki "Wojna nuklearna. Możliwy
scenariusz". Opisuje w niej tykanie śmiercionośnego zegara w pierwszych
chwilach, gdyby została wystrzelona międzykontynentalna rakieta
balistyczna przenosząca głowicę jądrową.
- Amerykanie posiadają 1770 głowic nuklearnych, Rosja ma 1710. Każda
rozsądna, racjonalna osoba zrozumie, z jakim szaleństwem mamy tu do
czynienia - mówi Annie Jacobsen.
- W USA również mieliśmy film "The Day After" ("Nazajutrz" - red.). Po
seansie Ronald Reagan napisał, że to, co zobaczył, wywołało u niego
depresję - dodaje autorka.
Jak podkreśla, "największym wrogiem nie jest to czy inne mocarstwo,
tylko broń nuklearna sama w sobie". Dlatego "powinniśmy działać na rzecz
jej ograniczenia".
Annie Jacobsen w ciągu kilku lat pracy nad bestsellerową pozycją z listy
"The New York Timesa" przeprowadziła kilkadziesiąt wywiadów z ekspertami
wojskowymi, a także cywilami, którzy pracowali przy tworzeniu broni
nuklearnej, zostali wtajemniczeni w plan reagowania oraz byli
odpowiedzialni za kluczowe decyzje na wypadek celowego bądź
przypadkowego użycia broni atomowej. Z tych rozmów wyłoniła się
przerażająca wizja nuklearnego konfliktu, który może rozpocząć się w
każdej chwili. Wystarczy, że choćby na moment zawiedzie wzajemne
odstraszanie.
Broń atomowa Putina na Białorusi. Ujawnił, gdzie ją rozmieszczą
Annie Jacobsen: Oczywiście.
We wspomnianej produkcji wojna nuklearna jest wynikiem konfliktu
zbrojnego między USA a Związkiem Radzieckim, do którego dochodzi na
terytorium Iranu. Był rok 1984 i takie spięcie dwóch mocarstw było
wówczas jednym z bardziej prawdopodobnych katalizatorów atomowego
konfliktu. Który rejon świata, który obecny konflikt mógłby stanowić
epicentrum wojny nuklearnej?
W scenariuszu, jaki przez lata opracowywałam, a proszę zrozumieć, nie
jest to jedyny scenariusz, zarzewiem atomowej apokalipsy jest tzw. atak
typu "grom z jasnego nieba". Przyszedł mi do głowy po rozmowie z byłym
doradcą prezydenta Obamy ds. bezpieczeństwa narodowego.
Stwierdził on, że żaden trwający obecnie konflikt - czy to spór między
Indiami a Pakistanem, Izraelem a państwami arabskimi, czy wojna w
Ukrainie - nie wywołuje w Waszyngtonie takiej grozy, jak niespodziewane,
niczym niesprowokowane uderzenie dekapitacyjne. Do "gromu z jasnego
nieba" nie da się bowiem przygotować, a czas reakcji na niego to tylko
kilka minut.
Wspomniany wcześniej "Threads" skupia się głównie na pokazaniu
rozpadającego się świata po opadnięciu radioaktywnego pyłu, będącego
efektem odpalenia głowic atomowych. W książce "Wojna nuklearna", która
ma równie pesymistyczną wymowę, najwięcej miejsca poświęca pani
pierwszym chwilom po wystrzeleniu rakiet. Dlaczego?
Chciałam w ten sposób pokazać, jak krótki czas dzieli wystrzelenie
międzykontynentalnej rakiety balistycznej od nadejścia nuklearnej zimy.
Moim celem było zademonstrowanie, co się stanie, jeśli zapobieganie
wojnie atomowej ostatecznie zawiedzie.
Przygotowując książkę, przeprowadziłam setki rozmów z osobami
specjalizującymi się w temacie konfliktu nuklearnego. Jedna z nich
szczególnie utkwiła mi w pamięci. Były dowódca STRATCOM-u, generał
Robert Kehler w wywiadzie ze mną wypowiedział zdanie, którego nie
zapomnę do końca życia.
Co konkretnie powiedział?
Gdy to usłyszałam, zrozumiałam, że to, co chcę napisać, musi opowiadać o
tych pierwszych chwilach po wystrzeleniu rakiety. W tym czasie dzieje
się tak wiele, że pozwoliło mi to na stworzenie scenariusza
przedstawiającego wydarzenia praktycznie minuta po minucie.
Załóżmy więc, że w chwili rozpoczęcia naszej rozmowy, zostaje
wystrzelona rakieta z ładunkiem nuklearnym. Ile mamy czasu, zanim świat,
jaki znamy, przestanie istnieć?
Maksymalnie 72 minuty.
Nie przesłyszałem się? Nie chodzi o 72 godziny?
Nie. Co sekundę od końca świata, jaki znamy, dzieli nas maksymalnie 72
minuty.
Czyli możemy nawet nie dokończyć rozmowy?
Niestety. To tak krótki okres, że w wielu miejscach na świecie ludzie
nawet nie będą sobie zdawać sprawy, że świat właśnie się kończy. Gdy w
jednej części planety rakiety spadną za dnia, w innych miejscach na
świecie może być noc. Ci którzy będą mieli szczęście spać, nawet się nie
zorientują.
Reasumując, jeśli jakakolwiek rakieta typu ICBM zostanie wystrzelona w
kierunku USA, wszyscy możemy zacząć się żegnać z życiem. A co, jeśli
zostanie zaatakowany kraj należący do NATO? Czy Artykuł 5. traktatu
dopuszcza nuklearny odwet?
Sytuacja, którą pan proponuje, jest tak skomplikowana i przerażająca, że
można by o niej napisać osobną książkę. W scenariuszu zaproponowanym w
"Wojnie nuklearnej" chciałam pokazać zagrożenie niewynikające
bezpośrednio z sytuacji geopolitycznej, ale zademonstrować sekunda po
sekundzie procedury, jakie doprowadziłyby to nuklearnej zagłady.
Czytelnikowi zaś zostawić pole do ewentualnego osadzenia tych dwóch
godzin dzielących nas od zagłady w geopolityce.
Sam jednak fakt, że tuż za wschodnią flanką wspieranego przez USA NATO
rozgrywa się konflikt zbrojny, w którym udział bierze inne
supermocarstwo dysponujące bronią jądrową, na pewno spędza sen z powiek
wielu osób.
Czy jest wśród nich prezydent Stanów Zjednoczonych lub jego potencjalny
następca lub następczyni?
Swego czasu rozmawiałam z byłym sekretarzem obrony Billem Perrym.
Uświadomił mi wówczas, że większość osób rozpoczynających prezydenturę
jest kompletnie nieświadoma własnej odpowiedzialności za wojnę
nuklearną. A prawie każdy z nich chce w tej nieświadomości pozostać.
Czyli przeciętny amerykański prezydent dowiaduje się, w jaki sposób
odpowiedzieć na zagrożenie atomowe, tak jak prezydent opisany w pani
książce? Nie zdaje sobie sprawy, że, jak pani pisze, ma tylko sześć
minut na podjęcie decyzji o ewentualnym odwecie i zabiciu setek tysięcy,
a raczej milionów osób?
Jedynym amerykańskim prezydentem, który kiedykolwiek oficjalnie odniósł
się do tego 6-minutowego, decyzyjnego przedziału czasu, był Ronald
Reagan. Większość z konceptów obrony czy odwetu są pilnie strzeżone
przez oficjeli lub zwyczajnie zbyt trudne do odnalezienia w przepastnych
archiwach. Ale Reagan w swoich wspomnieniach lamentował, że te sześć
minut to irracjonalnie mało czasu, by zdecydować się na odpalenie
apokalipsy.
USA jako jedyny kraj na świecie ma dokładne raporty z przeprowadzenia
detonacji broni jądrowej w warunkach bojowych. Ma te informacje od
prawie 80 lat. Dlaczego przez tak wiele lat pozostają utajnione bądź
częściowo utajnione i możemy się dowiedzieć o nich dopiero z publikacji,
takich jak pani książka?
Informacje o skutkach ataku na Hiroszimę i Nagasaki były, i w jakiejś
części wciąż są, trzymane w tajemnicy. To znak czasów. Wskazuje to na
głęboką potrzebę trzymania w niewiedzy opinii publicznej. Tak, by ludzie
wierzyli dokładnie tylko w to, co im się mówi i by tej wiedzy też
specjalnie nie poszerzać.
Generał Groves, który dowodził Projektem Manhattan od strony wojskowej,
nadzorując prace naukowców, krótko po zrzuceniu bomb na japońskie miasta
miał wystąpienie w Kongresie, gdzie, zdając sobie sprawę z horroru, jaki
Amerykanie zgotowali japońskim cywilom, powiedział: "Napromieniowanie to
bardzo przyjemny sposób umierania".
Przyjemny? Tego słowa użył?
Nie tylko w mojej opinii użycie takiego słowa było bardzo nie na
miejscu, było wręcz złowieszcze. Może miał na myśli, że jest szybka i
bezbolesna, tak jak usypianie zwierząt przez weterynarzy?
Szybko z pewnością się umiera, będąc w bezpośrednim sąsiedztwie wybuchu.
Wiele osób, w tym ja, wolałoby pewnie zginąć, niż zmagać się ze skutkami
wojny nuklearnej. A pani?
Wolałabym nie mieć takiego dylematu. Wolałabym, by nigdy nie doszło do
takiej wojny i z taką intencją napisałam swoją książkę. By pokazać
przerażające detale tego potwornego scenariusza.
Lata temu idealnie podsumował to Nikita Chruszczow, mówiąc, że "ci,
którzy przeżyją, będą zazdrościć zmarłym".
Co dokładnie miał na myśli Chruszczow? Czy może pani opisać, jak wygląda
zmaganie się z chorobą popromienną?
W książce opisuję przypadek Louisa Slotina, naukowca pracującego przy
Projekcie Manhattan, który zmarł na skutek choroby popromiennej. Ten
mężczyzna nie chciał brać dłużej udziału w tworzeniu broni jądrowej,
poprosił więc Los Alamos o przeniesienie. Dostał zgodę, pod warunkiem,
że nauczy swoich następców wszystkiego, co będzie im potrzebne do
przejęcia jego obowiązków.
========== REMAINDER OF ARTICLE TRUNCATED ==========